Ale jestem pełna nadziei.
Jest wiele wątpliwości, ale to nic innego, jak właśnie dzień "jutro" tyle wątpliwości z sobą niesie...
Czego mogę być pewna zostając w Polsce? Czy mogę być pewna, że spotkam na swojej drodze samych uczciwych ludzi? Czy mogę być pewna, iż jestem bezpieczna, dokądkolwiek nie pójdę? Nie, nie mogę być tego pewna. Dlatego lecę.
Kiedy jeszcze rozważałam decyzję kupna biletu, siedząc przy rodzinnym stole jedząc kolację, w wiadomościach podali informację o tym, iż pewien mężczyzna zmarł na skutek uderzenia dachówką zerwaną przez wiatr podczas wichury... Bynajmniej nie jest to śmieszna informacja. Jednak wywołując ironiczny uśmiech na mej twarzy utwierdziła mnie w przekonaniu jak bardzo nieprzewidywalny jest los. Tak więc wybrałam. Szala się przechyliła. A ja kupiłam bilet...
Skąd wiedzieć mam, gdzie i kiedy trafi na mnie moja dachówka?
Wzięłam urlop dziekański na semestr letni 2011/2012. Zostawiłam swe ukochane studia, pasję swojego życia, by wyruszyć w podróż w nieznane. Piszę "zostawiłam"... Trochę czuję się jakbym je właśnie zdradzała. Ale wrócę.... Wrócę, zamierzam!
Czy to odważne czy głupie?
Czy szklanka z wodą jest na wpół pełna, czy na wpół pusta?
A może nie jest to ani odważne, ani głupie?
Tak długo jak długo idę za głosem swojego serca, patrząc w przyszłość z ufnością, wierząc swej intuicji i będąc szczęśliwą... Tak długo czuję, iż idę w dobrym kierunku.
Tylko... Czy ja aby na pewno idę za głosem serca? Czy wierzę swojej intuicji? Czy czuję się szczęśliwa z podjętej decyzji?
Boję się...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz